Licznik odwiedzin:
N/A

Tato na wywiadówce

„Odwiedziny” to słowo, które elektryzowało chorych w szpitalach, lokatorów DPS, żołnierzy służby zasadniczej czy wreszcie… osadzonych w więzieniu. Zdarzało się jednak czasem, że używał go dyżurny internatu w szkołach henrykowskich.

Osobiście odwiedziny w Henrykowie miałem tylko raz. Niespodziewanie, bo bez zapowiedzi (telefony  były wówczas rzadkością) odwiedził mnie Tato. Jego pojawienie się w progach naszej szkoły było tym bardziej niespotykane, że mieszkał 700 km od Henrykowa.

Osobiście odwiedziny w Henrykowie miałem tylko raz. Niespodziewanie, bo bez zapowiedzi (telefony  były wówczas rzadkością) odwiedził mnie Tato, Zygmunt Szczudło (foto obok). Jego pojawienie się w progach naszej szkoły było tym bardziej niespotykane, że mieszkał 700 km od Henrykowa.

Jak się potem okazało, Tato był w podróży służbowej do niedaleko odległego od Henrykowa Brzegu Dolnego. Pracując na stanowisku kierownika Składnicy Maszyn Rolniczych GS w Sejnach był zobowiązany zabiegać o zaopatrzenie. Wybrał się z kierowcą po towar, a przy okazji „wpadł” do syna. Nie muszę przekonywać jak mi było miło.

Na zdjęciu laborantki (1965- 67) z dr Zbigniewem Urbaniakiem.

Wśród henrykowskich wątków związanych z moim ojcem jest też inny. Podczas jednego z pobytów wakacyjnych pod Sejnami Tato opowiadał mi, że kiedyś zgłosił się do niego jakiś pan z prośbą o wsparcie w zakupie deficytowych maszyn rolniczych. W rozmowie towarzyszący rolnikowi starszy pan powoływał się na znajomość ze mną. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że był to nie kto inny, a dr Zbigniew Urbaniak. Prawdopodobnie miał w naszych stronach znajomych, u których spędzał czas urlopu.

Andrzej Szczudło

W tadziowych progach

Od czasów ukończenia PSNR w Henrykowie obkolędowałem już wielu kolegów i koleżanek. Do niektórych z racji większej atencji lub dlatego, że mieszkali po drodze, docierałem wielokrotnie. Tylko raz, kilka lat temu byłem w Marszowicach koło Oławy z odwiedzinami u Tadeusza Wolańskiego. I chociaż w latach szkolnych Tadek grał w drużynie Południa, kiedy ja w Północy, a więc graliśmy przeciwko sobie, lubimy się i chętnie spotykamy. Przeważnie dzieje się to na naszych zjazdach (lub spotkaniach jak niektórzy wolą to nazywać) w Henrykowie lub innych miejscach. Na tegorocznym zjeździe w Trzemesznie Tadeusza nie było. Niby wiedziałem dlaczego, ale wolałem to sprawdzić. Okazja nadarzyła się w ostatni weekend września. Uczestniczyłem w Konferencji Genealogicznej GENEAMI w Brzegu, skąd tylko żabi skok do Marszowic. Po sobotnich wykładach ruszyliśmy do Tadeusza. Oboje z żoną zostaliśmy tam godnie przyjęci. Zastaliśmy małżonków w dobrym zdrowiu i świetnym nastroju. Kilka godzin spędziliśmy na interesujących rozmowach. Poznaliśmy jednego z dwóch synów Tadeusza i Teresy. Zostaliśmy też u nich na noc. Odjeżdżając w niedzielę z prezentem, torbą laskowych orzechów z dużego ogrodu Wolańskich, usłyszeliśmy, że jest szansa na rewizytę. Nasi przyjaciele wpadną do nas w drodze do syna, który mieszka w Poznaniu.

Andrzej Szczudło

Odwiedzamy się

Mój kolega z PSNR i imiennik Andrzej Kłaptocz posiadacz ksywki OTTO po szkole zaszył się w swoich stronach. Mieliśmy tylko sporadyczne kontakty, o czym świadczy jego wojskowe zdjęcie w moim albumie.

Kapral Andrzej Kłaptocz (PSNR 1973- 75)

Zobaczyliśmy się ponownie dopiero w 2008 roku, na największym zjeździe Henrykusów organizowanym przez Tadeusz Keslinkę. Przyjechał ze swoją żoną Barbarą, która, jak się później okazało, też była absolwentką Henrykowa. Spotkaliśmy się tylko na placu przy szkole, bo na udział w oficjalnym balu nie był zdecydowany. Widzieliśmy go tam jak dawniej w szkole, u boku Czarnego Września (Krzysztofa Wójcikowskiego). Czytaj: https://henrykusy.pl/czarny-wrzesien/

Po kilku latach Andrzej docenił szkolne zjazdy i zaczął się pojawiać na prawie wszystkich spotkaniach. My z żoną wybraliśmy się do niego, do Czechowic- Dziedzic, gdzie stale mieszka. W roku 2013 wraz z żoną odwiedził na we Wschowie (fot. poniżej). Od tego czasu był u nas z Basią jeszcze kilka razy.

W ostatnich latach Andrzej Kłaptocz jest najbardziej aktywnym „telefonistą” i „odwiedzaczem”. Kontaktuje się telefonicznie i odwiedza wielu z nas. Dziękujemy! Zachęcamy również innych do tego typu aktywności i integrowania się społeczności szkół, których już nie ma – Henrykusów.

Andrzej Szczudło