Rolnik z pędzlem i paletą

Według Wikipedii, rek to drążek gimnastyczny- poziomy przyrząd używany w gimnastyce do wykonywania ćwiczeń. Dla Henrykusów to słowo musi kojarzyć się tylko z jednym, Krzysztofem Rekiem, koniecznie z dużej litery, na co rzeczony pracował wiele lat. Z definicji przyrządu możemy przyswoić tylko jedno słowo- poziom!

Krzysztof Rek, dobry rocznik 1954 (jak niżej podpisany) wychowywał się w Wilamowicach, wsi położonej niedaleko Henrykowa koło Ząbkowic Śląskich. Do szkoły uczęszczał w Piekarach Śląskich. Był dobrym uczniem. Na lekcji zajęć plastycznych wykazywał się kreatywnością.

Kiedy nauczycielka poleciła narysować psa, on przewrotnie narysował budę z łańcuchem. Na pytanie, gdzie pies, odpowiedział, że w budzie. Jeśli były za to dwie oceny, to oprócz dwójki za brak psa, dostał piątkę za kreatywność właśnie. Nie poprzestał na tym, wiem że i w PSNR był kreatywny. Jak? Niech to zostanie tajemnicą naszego rocznika :).

Poza szkołą Krzysztof realizował swoją pasję w kółku plastycznym Ośrodka Kultury. Próbował robić to po swojemu, ale pani instruktor wiedziała lepiej. Musieli się rozstać.

Mimo wszystko na świadectwie ukończenia szkoły podstawowej w przedmiocie „zajęcia plastyczno- techniczne” Krzysiek miał piątkę.

W szkole średniej, a było to Liceum Ogólnokształcące w Ziębicach przyszły artysta też miał pod górkę. Miejscowi uczniowie odgórnie przydzielani byli do klasy z zajęciami plastycznymi i językiem angielskim, zamiejscowi – do klasy z muzyką i językiem niemieckim (bez edukacji plastycznej). Krzysiek był zamiejscowy.

Niezależnie od kłód rzucanych pod nogi ucznia z genem plastyka, Krzysztof Rek swojej pasji nie poniechał. Liczne tego dowody znajdują się na ścianach domów nauczycieli i absolwentów, w tym niżej podpisanego. Również kronika PSNR rocznik 1973- 75 zdominowana jest przez rysunki Krzysztofa, co już kilkukrotnie pokazywałem na stronach henrykusy.pl

Biały Kościół, rok 2005. Andrzej Szczudło i Krzysztof Rek – organizator zjazdu absolwentów.

Z dyplomem technika nasiennictwa rolniczego, zaraz po ukończeniu nauki na dwa lata Krzysztof Rek trafił do wojska. Będąc „kotem” na szkole podoficerskiej nie dał się zjeść w kaszy. Szybko zorientował się, że jego talent plastyczny może być bardziej przydatny niż umiejętność celnego strzelania. Rezerwiści zamawiając malowane 150- centymetrowe miary, odliczające dni do cywila, nie angażowali go do bojowych zadań. Miał fuchę i poważanie. Kiedy koledzy walczyli na poligonie, Krzysiek na poddaszu, między regałami z bielizną i pościelą malował miary, chusty i obrazki na zamówienie rezerwistów.

Scenka z wojska przedstawiająca moment odcinania kolejnego centymetra z miary rezerwisty.

Swojego talentu plastycznego kapral Krzysztof Rek nie ukrywał również w dalszej służbie. W Kompanii Ochrony Sztabu Dywizji i Regulacji Ruchu miał już swoją pracownię, w której malował różne plansze dydaktyczne związane z regulacją ruchu. Znowu fucha!

Pracę zawodową nasz artysta podjął zgodnie z zawodem wyuczonym w Henrykowie. Zatrudniony został na stanowisku specjalisty do spraw produkcji roślinnej w Wojewódzkim Ośrodku Postępu Rolniczego w Mokrzeszowie (1978- 1987). Szybko jednak okazało się, że firma bardziej potrzebuje go na innym stanowisku. Organizując coroczną imprezę, Dni Otwartych Drzwi, WOPR potknął się o ograniczone możliwości zatrudnionej plastyczki, która nie wyrobiła się na czas z przygotowaniem wystaw rolniczych, kiermaszy, występów zespołów.

RAZ NA LUDOWO- impreza WOPR Mokrzeszów.

Termin hucznie zapowiadanej imprezy trzeba było przesunąć o dwa tygodnie. Dokładnie tyle czasu dostał Krzysztof na uratowanie sytuacji. Kiedy to się udało został już na etacie zwolnionej z pracy plastyczki. Opuszczając w 1987 roku stanowisko w WOPR otrzymał „laurkę” od pani dyrektor, która między innymi napisała:

„…Z nałożonych zadań i obowiązków Ob. Rek Krzysztof wywiązywał się w sposób rzetelny i fachowy, łącząc znajomość zagadnień rolniczych ze znajomością rzemiosła i sztuki plastycznej…”

Strona z albumu, jaki na odejście z pracy przygotowali Krzysztofowi koledzy z WOPR.

Dalsze etapy pracy już nie były związane z plastyką. Krzysztof pracował jeszcze w bankach i w firmie ochroniarskiej, gdzie doczekał wieku emerytalnego. Malował głównie reprodukcje, często na zamówienie szkolnych kolegów.

Na emeryturze Krzysztof Rek może sobie pozwolić na więcej. Podróżuje, chodzi po górach i oczywiście oddaje się swojej głównej pasji. Bierze udział w warsztatach akwarelowych w ramach Świdnickiej Grupy Akwarelowej, uczestniczy w organizowanych co roku w Świdnicy Urban Skeching Poland i Świdnickich Spotkaniach Akwarelowych. Dzięki Internetowi znajomi z Facebooka mogą jego prace oglądać na bieżąco. Lajkują często, a jakże, bo prace piękne i ciekawe.

W całej krasie, pozytywny Krzysztof Rek.

Opracowanie tekstu: Andrzej Szczudło