Licznik odwiedzin:
N/A

Po dyplom na błonia

Temat pracy dyplomowej w PSNR to nowy wątek. Nikt dotąd o tym nie pisał, nie mówił na spotkaniach, mimo że napisanie pracy dyplomowej było obowiązkiem każdego słuchacza.

Fot. www.stockphoto.com

W moim przypadku wyglądało to tak. Razem z kilkoma kolegami (Marian Samek, Jurek Urban…) zostałem włączony do kilkuosobowego zespołu, który realizował wycinkowe zadania dla pracy magisterskiej inżyniera Czesława Trawińskiego. Kilku kolegów w wyznaczonych przez promotora miejscach na łąkach nawiercili w glebie otwory- studzienki. Co jakiś czas odwiedzali je, mierząc poziom wody. Następnie dane te przenoszono na linię czasu. Obrazowało to sytuację wilgotnościową podglebia w poszczególnych dniach, tygodniach, miesiącach.

Moje zadanie polegało na nanoszeniu danych na duży arkusz bristolu. Zajmowało to sporo czasu i było dosyć męczące. Profesor Trawiński wybrał mnie do tej pracy sugerując się moim wysokim wzrostem. Przy Zenku Kowalczyku czy Andrzeju Konarskim nie czułem się wysoki, ale nie śmiałem protestować. Swoje zadanie wykonałem i miałem zaliczoną pracę dyplomową. Wspominając to po latach uśmiecham się mając świadomość, że dzisiaj takie wykresy robi się migiem w programie komputerowym Excel.

Szczegóły tej akcji ledwie pamiętam, ale ożywił wspomnienia wgląd do kroniki. Grafika powyższa wykonana przez Krzysia Reka i zachowana w kronice rocznika przypomina właśnie o pracach dyplomowych grupy „specjalnej”.

ASz.

Henrykusy w Malborku

Wgląd w album Stasi Budy (wtedy Truszkiewicz) ujawnił wydarzenie, o którym wcześniej nie pisaliśmy. Latem 1973 roku liczna grupa Henrykusów, zarówno z PSNR jak i z Technikum wybrała się na obóz w Malborku i nad morze. Mało o tym wiemy, a jedynym dotąd źródłem wiedzy są zdjęcia.

Widzimy na nich sporo znanych postaci z PSNR jak Zenon Kowalczyk, Rajmund Jank, Józef Kotłowski oraz z Technikum- Alicja Krzemieniecka, Alicja Błaszczak, Stanisława Truszkiewicz, Halina Cieśla i inni.

Pamiątkowe wpisy na odwrocie zdjęcia zbiorowego ujawniają miejsce akcji (Malbork) i datę (3 lipca 1973 r.), ale wskazują także na wielką zażyłość uczestników obozu. Zatrzymajmy się na nich przez chwilę. Ktoś poczuł się „Babcią” Wiewóry i dobrze jej życzył, Waldek zauważył jej bladość, parę osób stwierdziło, że jest miła, a imienniczka pieszczotliwie- milutka. Dorota chciała być w centrum uwagi i jej podpis wskazuje, że chyba to się udało.

Józek potwierdza podpisem, że Wiewiórkę otuli / utuli. Czy słowa dotrzymał, nie wiem.

Zenek Kowalczyk dał na pamiątkowym zdjęciu tylko swój podpis, bo pewnie uznał, że to wystarczy. Wtedy wystarczało, ale teraz, po latach wypada dopisać ciąg dalszy o tej imprezie. Zenku, czuj się wywołany do tablicy! Czekamy na relację! Mam nadzieję, że po publikacji tego apelu koledzy Zenona pomogą uruchomić jego pamięć i pisarskie moce.

(Dziękujemy Stasi za udostępnienie zdjęć).

A.Sz.

Piosenki rajdowe

Słuchacze szkół policealnych przybywali do Henrykowa z całej Polski. Przywozili ze sobą różne nieco zwyczaje, także odmienne nieraz piosenki. Takim przykładem rajdowego przeboju była ludowa piosenka o kozie śpiewana przez chłopaka z Kaszub Rajmunda Janka. Usłyszałem ją już na pierwszym rajdzie na Śnieżnik ze starszym rocznikiem. Potem jeszcze wielokrotnie, kiedy udzielałem się w harcerstwie, gdzie Rajmund Jank i Zenek Kowalczyk byli prawie „generałami ZHP”.

Przy ognisku śpiewało się piosenki partyzanckie, które mimowolnie przyswajaliśmy od naszych rodziców. Modne były refleksyjne ballady Bułata Okudżawy. Nie zabrakło także piosenek frywolnych takich jak o tym, że „Jechała pani z panem aeroplanem…”

Na Zjeździe w Ziębicach teksty piosenek trzeba było sobie przypomnieć.

Ze smutkiem stwierdzam, że nie zaszczepiłem Henrykusom żadnej piosenki z mojego regionu, z Suwalszczyzny, pewnie dlatego że nic stosownego nie przyszło mi do głowy. Nie znałem ludowych piosenek z północno- wschodniej Polski, być może ze względu na fakt, że nie był to region wyraźnie odmienny od reszty Polski, który wytworzył swoistą kulturę. Jeszcze przed przybyciem do Henrykowa, na obozie wędrownym po Ziemi Lubuskiej, którego uczestnikiem byłem jako licealista od kolegi nauczyłem się litewskiej piosenki o zającu biegnącym przez klepisko. Biorąc pod uwagę jej frywolną treść, nadawała się na rajdy, ale wtedy nie pamiętałem o niej.

W końcowym okresie śpiewaliśmy nasz hymn henrykowski „My murzyni z Henrykowa”.

A co o śpiewaniu w Henrykowie powiedzą inni? Czekam na komentarze.

A.Sz.