To działa!

Dwa lata temu uruchamiając stronę internetową dla Henrykusów spodziewałem się, że będzie ona okienkiem, przez które będą zaglądać absolwenci naszych szkół. Będzie też pomostem do kontaktów różnych roczników, często pogubionych przez lata, rozproszonych po świecie. Dziś mogę powiedzieć że to się w znacznym stopniu udało. Oglądacze tej strony nie idą w setki, ale liczba zainteresowanych stale rośnie. Co jakiś czas odzywa się też ktoś, kto kontakty zagubił.

Dziś miałem na to żywy przykład. Na podany na stronie internetowej www.henrykusy.pl numer telefonu odezwał się absolwent jednego z pierwszych roczników (1969- 71) o wdzięcznym imieniu i znanym szeroko nazwisku. To wdzięczne imię brzmi „Sławoj” i przeważnie kojarzy się z pewnym kontrowersyjnym biskupem z Wybrzeża.

Mój dzisiejszy interlokutor twierdzi, że jedynie raz w życiu udało mu się spotkać w realu imiennika, Sławoja jak on sam. Zamienili kilka słów w kolejce do recepcji w jednym z hoteli Białegostoku.

Fot. obok; Sławoj Misiewicz z lat szkolnych.

Sławoj wie, że aktualnie w Polsce żyje ledwie 9 osób o tym imieniu i zastanawia się czy nie warto założyć „Klubu Sławojów”? Nie jest mu również obca świadomość, że najbardziej znanym w historii Sławojem był Felicjan Sławoj Składkowski (1885- 1962). Mimo wielu zasług i zaszczytów na polu wojskowości i w polityce (był premierem rządu, trzykrotnym ministrem, wiceministrem itd.) chyba najbardziej został zapamiętany jako inicjator budowy wiejskich sanitariatów od jego nazwiska określanych potem jako „sławojki”, a oznaczanych na drzwiach serduszkiem.

Sławoj Misiewicz to ten przystojniak w ciemnych okularach. Wkrótce rozszyfrujemy i pozostałe osoby na tym historycznym zdjęciu.

Nasz Henrykus Sławoj ma też znane w kraju nazwisko, które od niedawna może być uznawane za kontrowersyjne a to dzięki młodemu politykowi z Białegostoku. Sławoj Misiewicz, bo tak się ostatecznie identyfikuje, jest człowiekiem dowcipnym, pełnym dystansu do siebie i świetnym opowiadaczem. Z jego pamięci i talentu do opowiadania będę chciał skorzystać. Obiecałem odwiedzić go pod Otwockiem, w połowie drogi w moje rodzinne strony. On zaś zapewnia, że z przyjemnością pojawi się już na najbliższym zjeździe Henrykusów w Lubiatowie 4 września br.

Andrzej Szczudło