Zjazd 50.lecia

W tym roku obchodzony będzie Jubileusz 50.lecia opuszczenia szkoły w Henrykowie przez jeden z bardziej aktywnych roczników PSNR. W roku 1974 obiekt cysterski klasy „0” pożegnali między innymi: Krystian Talaga, Urszula Korycka, Andrzej Konarski, Joanna Idziaszek, Józef Hajduk, Barbara Moczulska, Idzi Przybyłek, Krzysztof Rudzki. Z ich inicjatywy będzie organizowany zjazd, na który zapraszane są wszystkie Henrykusy, absolwenci szkół w Henrykowie. Oto szczegóły:

Termin : 3- 4 czerwiec 2024 r.

Miejsce: Starczówek 77A, 57-220 Ziębice, Zajazd Hotel „U George”a”

tel. 74 819 48 23, kom. 668 373 421 Krzysztof Wieczerzak,

e-mail: [email protected] , [email protected]

Zakwaterowanie: Hotel + 3 domki (11 miejsc), łącznie nocleg zapewniony dla 40 osób. 

                               Zakwaterowanie 3.06.2024 r. od godz. 13.00.

Miejsce spotkania: sala bankietowa hotelu

Wyżywienie:

3.06. Obiad + uroczysta kolacja, atmosferę umila muzyk (akordeonista i didżej) Grzegorz Kąsek, znany uczestnikom zjazdu rocznika 1974- 76, który się odbył jesienią minionego roku.

4.06. Śniadanie

Po śniadaniu i opuszczeniu hotelu, około godz. 12:00 wyjazd do Henrykowa. Dla chętnych od 13:00 do 15:00 zwiedzanie klasztoru i kościoła w Henrykowie, złożenie kwiatów pod tablicą upamiętniającą dorobek szkół i dyrektora Jana Szadurskiego (w 38. rocznicę śmierci).

Dla chętnych, zdeklarowanych przy zgłoszeniu (dodatkowo 35 zł od osoby) obiad w Sali marmurowej klasztoru.

Standardowy koszt pełnego udziału w zjeździe wynosi 400 zł od osoby.

Deklaracje uczestnictwa prosimy niezwłocznie zgłaszać do;

Krzysztof Rek, tel. 732 579 946, e-mail  [email protected]

Informację dotyczącą numeru konta i wysokości wpłaty zaliczki podamy w późniejszym terminie.

Zjazd rocznika PSNR 1974- 76 w minionym roku. W tym hotelu w Starczówku ma odbyć się również tegoroczny.

Rydzyki

Działo się w roku 2011. Henrykus Jurek Bruski zauważył, że w podległych mu podmiasteckich lasach rydz się sypnął jak nigdy dotąd. Pierwsza myśl- wyzbieram. Chwila namysłu i przychodzi refleksja; sam nie dam rady! Trzecią myślą był pomysł, aby na zbieranie tak rzadkich w dzisiejszych czasach grzybów zaprosić Henrykusów. Przyjechało kilkanaście osób z trzech roczników PSNR, w większości z północnych stron Polski.

Było nas mendel plus Wandzia, która robiła zdjęcie.

Wiele uwagi gości agroturystycznego gospodarstwa przykuwały zwierzęta. Trudno było nie zauważyć, że u Bruskich nawet kot i pies jedzą z jednej miski.

Wykarmienie kilkunastu osób nie było zadaniem łatwym, ale kiedy angażowali się również goście, daliśmy radę.

Aldona z Jurkiem narobili bigosu

Wieczorne spotkanie przy stole ożywiło wspomnienia z lat szkolnych w Henrykowie. Brylował Krzysiek Rudzki, którego opowieści zostały utrwalone na kamerze. Najciekawsze wątki postaramy się udostępnić na naszej stronie.

W drugim dniu pobytu w Wałdowie (Grądzieniu) podziwialiśmy okolicę. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że jest to kraina licznych jezior, rzek, lasów- idealne miejsce na odpoczynek.

Tekst i foto: A.Sz.

Echa zjazdu

Dobrym pomysłem Haliny Kruszewskiej było sporządzenie adresarza swojego rocznika. Wszyscy dostali go do ręki i teraz korzystają. Ja również i cieszę się, że dociera do mnie wiele zdjęć i filmów nagranych w Starczówku. Realizując wolę nadawców dzielę się nimi z Henrykusami.

Dziś zamieszczam filmy (pierwszy) Marii Janiak i (drugi i trzeci) Antoniego Matczuka.

Miłej zabawy!

My się po prostu normalnie lubimy!

No i kolejne nasze spotkanie mamy za sobą, (17, 18, nawet 19 października w Starczówku).

            Tyle emocji, wspomnień, wrażeń, że zawsze potrzebuję kilku dni, żeby dojść do siebie. Najprędzej mijają skutki wypitego alkoholu, to kwestia najwyżej kilkunastu godzin (póki co), ale psyche potrzebuje nieco więcej czasu na powrót do szarej codzienności i wchłonięcie tej całej energii, dobrej energii.

            Odnaleźliśmy się w życiu  w różnych dziedzinach, niektórzy z nas są już na zasłużonej emeryturze, inni nadal aktywnie działają w różnych sektorach gospodarki, w prywatnym biznesie, społecznie (Kaziu, szacun za działania w Henrykowie, good job), ale hasło: „spotkanie Henrykusów” zwabia wielu z nas w jakieś miejsce naszego kraju. 

            Zastanawiałem się już któryś raz, co takiego było w Henrykowie, że, jak powiedziała mi żona jednego z naszych nieżyjących kolegów, która przyjeżdża na nasze spotkania: „wy to zachowujecie się i rozmawiacie tak, jakbyście widzieli się wczoraj”?

            Myślę (czasami mi się zdarza, chociaż być może nie wyglądam), że jest kilka tego powodów:

na pewno otoczenie i to zarówno pięknej niemal monumentalnej architektury (pałac, kościół) jak i wspaniałej przyrody (park, stawy, las muszkowicki),

na pewno to, że razem mieszkaliśmy, jedliśmy, pracowaliśmy, uprawialiśmy różne sporty (jeździectwo, łucznictwo, strzelectwo, siatkówka, oczywiście piłka nożna), kochaliśmy się (w sensie w sobie, niekoniecznie ze sobą),

na pewno również i to, że PSNR dał nam może nie unikatowe, nie chcę używać wielkich słów, ale z pewnością nie tak powszechne kwalifikacje.

Nie chcę wprowadzać tutaj żadnej hierarchii, ponieważ każdy z tych powodów jest równie ważny i można by wymienić ich jeszcze więcej.

Myślę jednak, że najważniejszy powód jest jeden, my się po prostu normalnie lubimy. Nawet jeśli różnimy się np. pod względem sympatii politycznych, i co z tego, przecież taka błahostka nas nie poróżni skoro razem, przez dwa lata, oprócz wymienionych wyżej powodów, to jeszcze, jak to mówią starzy garownicy, kimaliśmy pod jedną celą, czyli mieszkaliśmy w jednym pokoju i z niejednego pieca…, przepraszam, pola buraki i inne płody razem zbieraliśmy.

Każdy z nas jest inny, jeden wysoki, inny mniej wysoki, jeden szczupły inny mniej, ktoś ubiera się elegancko, inny ma to głęboko w …poważaniu, jednak hasło Henryków niweluje wszelkie różnice.

Lubmy się więc tak, jak do tej pory, tak, jak tylko „murzyni” z Henrykowa potrafią się lubić.

Pozdrawiam. Trzymajmy się zdrowo. I do kolejnego miłego…            

                                                                                               Leszek Modrzejewski (Frenk)    

Zdjęcia: Maria Janiak

Zjazd w Starczówku

Zwykle zjazdy absolwentów odbywają się wiosną, a już jeśli później to we wrześniu. W tym roku absolwenci PSNR z rocznika 1974- 76 zdecydowali się spotkać w połowie października. Biorąc pod uwagę dostępność lokali wybrali termin w środku tygodnia, od wtorku do czwartku 17- 19.10.2023 r.

Zbiorowa fotka przed Zajazdem „U George’a”

Siłą napędową tego przedsięwzięcia była Halina Kruszewska, która dopasowała termin, wybrała miejsce i wielokrotnie obdzwaniała wszystkich, aby zadbać o frekwencję.

Halina z mężem.

I udało się! Frekwencja była rewelacyjna. Do hotelu „U George’a” w Starczówku koło Ziębic zjechało aż 27 osób, w tym 20 absolwentów jednego rocznika czyli 60% stanu osobowego. Co ciekawe, w gronie uczestników było kilka osób, które dotarły na zjazd po raz pierwszy od zakończenia nauki w Henrykowie. Trudno się było dziwić, że zaraz po przyjeździe przez chwilę byli „obwąchiwani” jak obcy. Po rozpoznaniu wpadali w ramiona i w niekończące się dialogi. Każdy chciał wiedzieć co się z nimi działo, jak potoczyły się ich losy?

Jurek spotkał Marzenkę

Największą chyba niespodzianką „dla oka” był Jurek Stelmaszczyk znany z gęstej, czarnej czupryny i takich bokobrodów. Teraz już ich nie miał; włos jakby skromniejszy i kolor zmierzający ku jasności. Wiadomo, wiek robi swoje. Nie dawał się także poznać drugi debiutant na zjeździe, przybyły spod ukraińskiej granicy Tosiek Matczuk.

Pierwsi goście przybywali na zjazd we wtorek. Zdążyli się już wstępnie nacieszyć sobą, zanim usiedli do wspólnego stołu. Inaugurując oficjalnie spotkanie głos zabrała Halina Kruszewska, witając przybyłych i dzieląc się radością z tak solidnej frekwencji. Wspomniała również o tych, którzy od nas odeszli. Następnie odśpiewano hymn „My murzyni z Henrykowa”. Po jakimś czasie dotarł na salę dyskdżokej, a właściwie wodzirej, który najpierw z akordeonem, a potem na organach rozkręcał imprezę. Sprawdził się stokrotnie, bo umiał zachęcić do śpiewania i do tańca. W śpiewaniu więcej było chęci niż umiejętności, co rodziło uwagę, że na następny raz trzeba przygotować teksty piosenek.

Do hymnu!

W trakcie imprezy pamiętano również o tych, którzy chcieli, ale nie mogli przybyć. Łączono się z nimi telefonicznie. Dla wielu odkryciem było odszukanie kontaktu do Zosi Szymańskiej, która zaszyła się w okolicach Łukowa. Nigdy dotąd nie była na zjeździe, ale tym razem chociaż usłyszała kolegów przez telefon. Odebrał telefon również Stefan Jakubowski znad morza, który dotąd uczestniczył w prawie wszystkich zjazdach i wiele z nich sponsorował. Tym razem przyczyny zdrowotne powstrzymały go od przyjazdu.

Zabawa z muzyką, śpiewem i tańcem trwała do godziny drugiej w nocy, ale najwytrwalsi imprezowicze opuścili salę około czwartej nad ranem.

Zbiorowo po rozgrzaniu.

Drugi dzień zjazdu przeznaczony był na Henryków, gdzie gospodarzem był dla nas nasz Kazik Piątkowski. Ulokowany w lokalnych władzach miał swoje udziały w pozyskiwaniu funduszy na inwestycje i zabytki w Henrykowie, o czym opowiadał. Oglądając je słyszałem głosy, że w pocysterskich majętnościach brakuje upamiętnienia 25.letniego funkcjonowania tam szkół rolniczych. Może warto wrócić do dyskusji w jaki sposób zostawić tam ślad trwalszy i bardziej widoczny niż tablice na korytarzu obiektu, do którego za wejście trzeba niestety zapłacić?

Poza pocysterskim klasztorem, w którym spędziliśmy ważne dwa lata, miejscem godnym odwiedzenia była restauracja „Piastowska”. Nie ma tam już Józefa Barwiołka, który zmarł w 2016 roku, ale utrzymany jest klimat miejsca no i … wspomnienia.

Szukano ich i na Weimarze, dokąd udała się grupa romantyków. Ja i Jurek Bruski poszliśmy inną drogą, na cmentarz gdzie spoczywa nasz wychowawca (rocznik 1973- 75) Czesław Trawiński. Mimo zadumy pamiętaliśmy, że na ostatnich zjazdach, na których bywał życzył sobie, aby wspominając go bawić się i tańczyć a nie smucić.

Atmosfera na tym zjeździe była wyjątkowa i dlatego chcąc go wyróżnić wśród wielu innych szukaliśmy odpowiedniego przymiotnika; wyjątkowy, nadzwyczajny, budujący…? Może ktoś podpowie?

Faktycznie prawo nazwania trzeba dać zasłużonej tu organizatorce Halinie Kruszewskiej, która wielokrotnie powtarzała, że to fajna impreza „bo my się autentycznie bardzo lubimy”. Czekamy na propozycje.

Pozjazdowy komentarz Haliny oddaje sedno:

„To co mnie osobiście bardzo ujęło, to autentyczna radość uczestników zjazdu ze spotkania. Przez chwilę, kilkanaście godzin, poczuliśmy się młodzi, ważni i pełni energii. Zapomnieliśmy o „bożym świecie”, zmartwieniach, chorobach, zmęczeniu. I o to chodziło. Odwołanie się do silnych emocji, które łączyły nasz rocznik Henrykusów, ogromnej, wzajemnej sympatii.

Zosia Szymańska z Łukowa, Stefan Jakubowski, Franio Rudek, Sławek Habera, Bogdan Rozpara – ze względów zdrowotnych nie mogli przybyć na zjazd, ale od wszystkich otrzymaliśmy pozdrowienia.”

Tekst i foto: Andrzej Szczudło

Anieli grają…

Aniela była jedną z najweselszych koleżanek spotkanych w Henrykowie. Przekonałem się o tym wielokrotnie, również na licznych rajdach w pobliskie góry. Przy ognisku nieraz poświęcaliśmy jej osobny utwór z powszechnie znanym refrenem „Anieli grają…”. To cóż, że to kolęda! Nam to nie przeszkadzało.

Obserwując Anielę uznaliśmy w męskim internacie, że jest idealną kandydatką na żonę dla naszego ulubionego kolegi Tośka Ślipki. Swaty jednak nie wyszły. Nie wiemy czy zabrakło między nimi chemii czy nasza akcja była zbyt opieszała?

Po szkole Antoni szybko znalazł sobie żonę w ojczystych stronach, a Aniela również krótko pozostawała w stanie panieńskim.

Po odebraniu dyplomu PSNR Anielę spotkałem w grupie dziewcząt odrabiających praktykę wakacyjną w okolicach Wejherowa. Pisałem już o tym w osobnym poście.

Następne spotkanie zdarzyło się spontanicznie kiedy na Ziemi Leszczyńskiej odwiedził mnie Jurek Bruski, który do dziś przechwala się, że widział wszystkie moje lokalizacje po opuszczeniu szkoły i Sejn. Kiedy stanął w moim progu w Lesznie, uświadomił mi, że wcale niedaleko mieszka nasza ulubiona koleżanka Aniela. Bez zbędnej zwłoki wybraliśmy się do niej, do Wąsosza koło Góry Śląskiej. Pamiętam, że było już ciemno kiedy wspinaliśmy się po schodach ich starego domu. Kiedy na widok Anieli, jak przed laty, zaintonowaliśmy kolędę „Anieli grają…”, Aniela zbaraniała! Zaległa sekundowa cisza, a po niej wybuchy radości. Odezwała się dopiero po chwili wpadając nam w ramiona. W radosnym, sentymentalnym nastroju spędziliśmy wieczór.

Fotografie poniżej: Fot. 1 – Jurek Bruski, Aniela Kumaszka, Jola i Alinka Bruskie. Fot. 2- Andrzej Szczudło, J.Bruski z córką Alinką, Czesław Kumaszka. Fot. 3- Aniela, Jola, Jurek, Alina, Czesław).

Lata mijały, każdy z nas szedł własną drogą. Anielę zaprowadziła ona aż do Norwegii. Przez 11 lat mieszkała w jej stolicy, w Oslo. Wiedząc o tym, w obawie że nie zastanę na miejscu, nie próbowałem jej odwiedzać.

Specjalna okazja zdarzyła się w minionym miesiącu. Jako znany w okolicy genealog (sic!), zostałem poproszony do reprezentowania Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego we Wrocławiu na spotkaniu w Wąsoszu, inicjującym działalność Koła Genealogicznego KRESOWIAK. I chociaż spotkanie trwało dobre dwie godziny, znalazłem czas na odwiedziny Anieli.

Mieszka w tym samym domu, chociaż jest on radykalnie odnowiony. Widać tu fundusze norweskie. Anielę zastałem w trudnym momencie życia. W styczniu bieżącego roku po ciężkiej chorobie serca zmarł jej mąż Czesław. Niemniej na przywitanie był zapamiętany sprzed lat uśmiech i potem serdeczna rozmowa.

Aniela z Czesławem dochowała się dwóch synów, ale tylko jednej wnuczki. Bardzo ją rozumiałem, bo sam jestem w identycznej sytuacji.

Na najbliższy zjazd Henrykusów Aniela się nie wybiera, ale z optymizmem myśli o następnych. Chce nadrobić braki z przeszłości, bo ma za sobą udział tylko w jednym.

Andrzej Szczudło

Zjazd HENRYKUSY 2023

Uprzejmie informujemy, że znane są już detale zapowiadanego wcześniej Zjazdu Henrykusów.

Termin; 5- 6 czerwca 2023 r. (poniedziałek i wtorek) start w poniedziałek o godz. 15.00, zakończenie po śniadaniu we wtorek 6.06.2023 r.

Miejsce: Bystrzyca 7, 62-240 Trzemeszno, Centrum Konferencyjno- Wypoczynkowe

https://goo.gl/maps/2Bf5H656BDQcPa8u7

Koszt uczestnictwa:

Wyżywienie – 180 zł / osoba

Nocleg:

85 zł / osoba – nocleg w hotelu ze śniadaniem

95zł / osoba – nocleg w domku holenderskim ze śniadaniem

Łącznie: a) 265 zł / b) 275 zł / osoba

W ramach tej kwoty gwarantowany jest nocleg ze śniadaniem oraz posiłki w poniedziałek;

obiad – kawa i ciasto – kolacja

Osoby, które nie chcą korzystać z noclegu płacą tylko 180 zł.

Wpłaty z noclegiem przyjmowane są do dnia 1 marca 2023 r., pozostałe do dnia 15 maja 2023 r. na konto organizatora:

Krystian Talaga, ul. Długa 22, 62-240 Trzemeszno, tel. 600 441 916, [email protected]

Nr konta;  88 8185 0006 2004 0382 6313 0001

Uwaga!

Mile widziane są osoby towarzyszące Henrykusom, których udział jest na tych samych warunkach.

Ławki jeszcze puste. Sprawmy, aby zapełniły się do ostatniego miejsca.

Redakcja strony zaprasza do wsparcia; https://zrzutka.pl/mp77s4

Wałdowo drugie

Nie przesadzę jeśli powiem, że po Henrykowie Wałdowo jest drugą miejscowością, również wsią jak i Henryków, gdzie Henrykusy spotykały się najczęściej. Pytany o to Jurek Bruski, gospodarz tego przesiąkniętego henrykowskimi klimatami miejsca twierdzi, że nie jest w stanie podać liczby osób, jakie tam dotarły. Niestety nie prowadził stałej kroniki dla nas, a jedynie dla swoich agroturystów, do której tylko czasem również i Henrykusy się wpisywały. W lipcu roku 2008 spotkały się tam cztery pary; Jola i Jurek Bruscy, Mirka i Krzysiek Rekowie, Wanda i Krystian Talagowie oraz Aldona i Andrzej Szczudłowie. Pozostały po tym miłe wspomnienia i zdjęcia, którymi dzielimy się z innymi.

Foto i tekst: Andrzej Szczudło

Już wiemy!

Znane są już najważniejsze parametry Zjazdu Henrykusów w 2023 roku, termin i miejsce. Kupując kalendarze na następny rok możemy na czerwono zaznaczyć daty, 5 i 6 czerwca. Warto to zrobić aby precyzyjnie i niekolizyjnie względem innych imprez, zaplanować swój udział w spotkaniu Henrykusów. O tę bezkolizyjność częściowo zadbał już organizator, Krystian Talaga, wybierając poniedziałek i wtorek, a nie weekend. Daty do zapamiętania to 5 i 6 czerwca 2023 roku. Miejscem spotkania będzie już anonsowane wcześniej Centrum Konferencyjno- Wypoczynkowe w Bystrzycy.

https://latitude.to/map/pl/poland/cities/gniezno/articles/404333/bystrzyca-gniezno-county

Lokalizacja miejsca spotkania.

Łęczycki diabeł

Jak powszechnie wiadomo, absolwenci PSNR w Henrykowie mają kolegów w całym kraju. Osobiście nieraz z tego korzystałem, wstępując do kogoś po drodze. Sprzyjały temu okoliczności tzn. fakt, że z miejsca gdzie mieszkam muszę jechać do Sejn przez całą Polskę. Kawa na trasie pita w towarzystwie Henrykusa to atrakcja większa niż posiłek w Mc Donaldzie.

W roku 1994 na drodze ze Wschowy do Sejn stanęła Łęczyca. Przypomniałem sobie, że oprócz bajkowego diabła mieszka tam nasz kolega Lech Pawłowski. W latach wspólnej nauki tworzył zabawny duet z Jankiem Pawlakiem, który był również z tych okolic. W sytuacjach towarzyskich w internacie obaj nakręcali się nawzajem bawiąc przy tym kolegów.

Mając adres zapisany jeszcze w czasach nauki, zaryzykowałem niezapowiedzianą wizytę, licząc, że po szkole Lech wrócił do tego samego domu. No i udało się. Zastałem kolegę w domu, a nawet zostałem u niego na noc. Poznałem tam żonę Lecha, Bożenę i ich córkę Aleksandrę, która udzielała się na niwie sportowej.

Lech był już wtedy po przejściach zdrowotnych, na rencie i nie pracował w wyuczonym zawodzie.

Lech Pawłowski, Henrykus w środku.

W sumie odwiedziłem go dwa razy, ale potem relację się rozluźniły. Do Warszawy jeździłem autostradą i Łęczyca nie była po drodze.

Lech nie pojawił się na żadnym zjeździe absolwentów i nikt nie wspominał, że miał z nim osobisty kontakt. Pozostało kilka zdjęć i wspomnienia.

ASz